Metoda połowu: spinning, dorsze, karpie
Koło PZW: 27
Wiek: 20 Dołączył: 03 Cze 2009 Posty: 13 Skąd: Łódź
Wysłany: 2010-03-13, 13:10
Etap kombinowania z zanętami dopiero przede mną Poza tym "Pacyfik" latem i tak jest przenęcony w każdym miejscu. W wakacje do kupnej zanęty Dragona po prostu dodawałem kukurydzy i dżdżownic z kompostnika działkowego A i jeszcze atraktor karpiowy Dragona również kupiony w Kakadu.
Metoda połowu: spinning, dorsze, karpie
Koło PZW: 27
Wiek: 20 Dołączył: 03 Cze 2009 Posty: 13 Skąd: Łódź
Wysłany: 2010-03-14, 21:29
Zgodnie z prośbą Edmunda...
Grudniowy "szczupły" z Irlandii. Będąc tam w okresie świątecznym postanowiłem skorzystać z usług miejscowego polskiego przewodnika wędkarskiego. Tanio nie było, ale opłaciło się; nauczyłem się jerkować i wyjąłem życiówkę 101cm.
Polecam Irlandię - wędkarski raj, do tego niezwykle urokliwy:
Metoda połowu: spinning, dorsze, karpie
Koło PZW: 27
Wiek: 20 Dołączył: 03 Cze 2009 Posty: 13 Skąd: Łódź
Wysłany: 2010-04-02, 18:40
edmund napisał/a:
PIĘKNY napisz cosik więcej o tej wyprawie.
Wyprawa była droga... Ale ostatecznie było warto, chociażby dla wiedzy, którą przekazał mi przewodnik, a której zdobycie samemu zajęłoby mi... lata ;)
Wyruszyliśmy wraz z ojcem i przewodnikiem wcześnie rano, bo jezioro, które było naszym celem było oddalone o 100km od naszego miejsca pobytu. Po drodze zaskoczyła nas potężna śnieżyca. Momentami można było poczuć jak w Polsce: wszędzie biało, samochody ślizgające się na drodze. Łowienie zapowiadało się hardkorowo w takim klimacie, ale na szczęście opady okazały się przelotne i na jeziorze zastała nas cisza, spokój i dodatnia temperatura.
Zwodowaliśmy łódkę i ruszyliśmy na łowisko. Tutaj warto zaznaczyć, że przewodnik porządnie zadbał o nasz komfort. Łódka była duża i stabilna, wyposażona w echosondę, dobry silnik, komfortowe i nie utrudniające łowienia kamizelki ratunkowe. Przewodnik miał też ze sobą pełną gamę sprzętu do jerkowania, w który nas wyposażył.
Łowiliśmy na płytkiej wodzie (do 5m, woda była tak czysta, że w niektórych momentach było widać dno), twardymi, krótkimi kijami i ciężkimi jerkami (30-40g). Pogoda była nadspodziewanie sprzyjająca, ciepło i niemal bezwietrznie, a do tego bardzo rzadko przebijało się słońce, co przy tak przejrzystej wodzie mogło znacznie utrudnić łowienie.
Po krótkim kursie prowadzenia przynęty rozpoczęliśmy łowienie i już po kilku minutach na moim kiju siedział pierwszy szczupak:
O ile mnie pamięć nie zawodzi miał ok. 80cm i ważył ok. 6kg.
Po niedługim czasie pierwszą sztukę wyjmuje też mój tata, była nieco mniejsza od mojej. To niestety była jego pierwsza i ostatnia zdobycz tego dnia ;)
Kolejnego szczupaka złowiłem podczas trollingowania. Przewodnik starannie szukał miejsc o jak największej temperaturze wody (która wahała się między 3 a 5 stopniami C, wszystkie ryby padły na wodzie od 4,5 stopnia w górę), od czasu do czasu ostrzegając nas: "tu może być branie!" ;) Faktycznie po jednym z takich ostrzeżeń na mojej wędce poczułem silny opór. Po zatrzymaniu łódki na szczęście okazało się, że to ryba, bowiem kilka razy wcześniej mój tata również miał na wędce duży opór, ale za każdym razem okazywało się, że to zaczep
Nie pamiętam jej wymiarów ani wagi, była pod tym względem podobna do poprzedniej.
Trollingowaliśmy jeszcze trochę, po czym zrobiliśmy sobie przerwę na posiłek i gorącą zalewajkę, którą zaserwował nam przewodnik. Jestem prawie pewny, że w hotelu, który był obok jeziora nie mają lepszej.
Ostatnia sztuka tego dnia padła już pod koniec łowienia, kiedy wiać zaczęło trochę mocniej. Metrówka siedziała sobie pomiędzy dużymi głazami, których czubki oznaczone były wystającymi nad wodę chorągiewkami. Nie spodziewałem się tak dużej ryby, bo nie stawiała większego oporu. Jak się okazało była dosyć wychudzona, do tego miała bardzo dużą, okrągłą ranę na boku. Trudno powiedzieć od czego, bo na zęby to nie wyglądało... Być może do małej początkowo rany wdało się zakażenie... W każdym razie szybkie mierzenie, fotka (wklejona kilka postów wcześniej) i wróciła do wody, jak wszystkie 4 złowione tego dnia.
Podsumowując było warto, nauczyłem się dużo, atmosfera była przyjemna no i złapałem pierwszą metrówkę. Mimo to zdecydowałem, że więcej już nie skorzystam z usług przewodnika wędkarskiego. Wykorzystując zdobyte doświadczenie będę starał się "polować" już bez pomocy "z zewnątrz". Po pierwsze dlatego, że satysfakcja z własnych, samodzielnych łowów jest niezmiernie większa niż satysfakcja kupiona, a po drugie dlatego, że wędkarstwo i tak jest cholernie drogim hobby... A wynajmowanie przewodników jest na prawdę drogie.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach