Metoda połowu: boja,grunt,spławik Pomógł: 8 razy Wiek: 43 Dołączył: 31 Paź 2009 Posty: 503 Skąd: Łódź-ŁKS
Wysłany: 2010-11-29, 20:30 SPOSÓB NA BOJKĘ.....
Bojka to jedna z najpopularniejszych metod połowu suma. Z powodzeniem stosowana w całej Europie. Co nam daje postawienie zestawu z bojką? Najważniejszym jest to, że stosując taki zestaw postawimy i przytrzymamy przynętę w tym miejscu, które wydaje nam się atrakcyjne bez ciągłego przerzucania, podciągania i ciągłej kontroli. Stosując zestaw z bojką nasz żywiec "pracuje" w ściśle określonym rejonie. Stawiamy go w rynnie, dołku czy w innym zagłębieniu, gdzie mamy pewność że tam zostanie.
Sposób montażu:
Wbrew pozorom nie jest to jakieś skomplikowane zajęcie i odpowiednie zorganizowanie się przed stawianiem bojki pozwoli nam komfortowo i szybko postawić cały zestaw. Do postawienia bojki używamy jakiegokolwiek obciążenia (stosownego do uciągu wody). Obciążeniem tym może być kamień, kilka kostek brukowych lub inny dowolny ciężar, który nie będzie przeciągany po dnie pod wpływem uciągu wody.
Następnym elementem jest linka łącząca obciążenie z bojką. Tu w zasadzie jest duża dowolność. Jedna tylko rada. Nie stosujcie zbyt cienkich linek, ponieważ przy postawieniu dużego obciążenia może być problem z wyciągnięciem zestawu z wody. Zastosowanie odpowiednio długiej linki pozwoli nam w pewny i bezproblemowy sposób wyciągnąć z wody to co nie powinno w niej zostać.
Z czego bojka? Kolejna improwizacja. Oczywiście można kupić piękną bojkę ratowniczą, ale uważam to za całkowicie zbędne. Nie trzeba wydawać kasy żeby mieć za parę złoty coś co doskonale spełni tą funkcję. Chyba każdy kupował wodę w 5l baniakach. Wszyscy zdają sobie sprawę że są to grosze. I to będzie nasza bojka. Dla lepszej obserwacji można ją pomalować na jakiś kolor, który będzie z daleka widoczny.
Mamy już zestaw, który ląduje w wodzie. Do tego zestawu przywiązujemy dosyć długi odcinek mocnej linki. Linka ta powinna mieć długość nawet 10m. Na końcu tej linki montujemy stary spławik żywcowy (styropianowy), który po zerwaniu zestawu będzie nam się unosił na wodzie. Zastosowanie tego spławika ułatwi nam szybkie odnalezienie pływającej linki.
Łączenie zestawów: Postawienie bojki wymaga użycia jakiegokolwiek środka pływającego. Na brzegu ustawiamy odpowiedni grunt, na którym ma pracować żywiec. W przypadku nie zastosowania spławika na naszym zestawie, głębokość tą ustawiamy podczas łączenia naszego zestawu z końcem linki na której zamontowany jest spławik. Postawienie bojki wymaga pomocy kolegi, który będzie wypuszczał linkę z kołowrotka, a następnie napinał cały zestaw. Połączenie bojki i naszego zestawu wymaga użycia żyłki, która podczas brania suma zostanie zerwana. Po związaniu obydwóch zestawów zrywką kolega, który kontroluje zestaw na brzegu naciąga cały zestaw tak aby cała linka znajdowała się nad wodą. Płynąca woda nie napiera wtedy na zestaw i nie spowoduje wcześniejszego zerwania żyłki.
Zestaw na podwiązkę. Jest to sposób bardzo podobny do zestawu z bojką. Jednak nie występuje tu bojka. Jest ona zastąpiona krzakiem lub drzewem do którego montujemy nasz zestaw oczywiście też przy użyciu żyłki, która podczas brania suma zostanie zerwana. Zasada stawiania zestawu jest identyczna jak w zestawie z bojką.
Na koniec kilka fotek, które może trochę lepiej przedstawią całą sytuację :D
lina łącząca bojkę z naszym zestawem i spławikiem
bojki + spławiki do szybkiego montażu
_________________ CO BY BYŁO GDYBY RYBY POTRAFIŁY GADAĆ?
Metoda połowu: boja,grunt,spławik Pomógł: 8 razy Wiek: 43 Dołączył: 31 Paź 2009 Posty: 503 Skąd: Łódź-ŁKS
Wysłany: 2010-11-29, 20:59 Walka z sumem..........
Sum bierze w rozmaity sposób. Potrafi uderzyć w blachę gwałtownie, niczym gigantyczny boleń, może też zaznaczyć branie na spławiku przystawki delikatnie niczym linek.
I tak na gruntówce przygięcie kija poprzedza najczęściej seria drobniejszych drgnięć - sum smakuje przynętę spoczywającą na dnie i połyka ją, zatrzymując się na chwilę. Natomiast branie przynęty "powiewającej" nad dnem bywa bardzo gwałtowne, często następuje "w przelocie", bez zatrzymywania się. Nie ma wędziska, które wytrzymałoby takie uderzenie, które nie zostałoby połamane czy wciągnięte do wody. Stąd konieczność pozostawiania otwartego kabłąka i stopowania żyłki w uchwycie zaciskowym lub stała obecność wędkarza przy kijach.To samo obowiązuje przy połowach żywcowych - tu przysługę mogą oddać karpiowe kołowrotki o wolnej szpuli. Charakterystyczne branie żywca przez suma to przytopienie spławika w miejscu: ryba lubi się zatrzymać podczas połykania przynęty, pewnie po to, by w pełni rozkoszować się smakiem. Przystawka znaczy każdy kontakt suma z przynętą. A więc obmacywanie kąska wąsiskami, brodą, wsysanie jej półgębkiem i gwałtowne połykanie.
Spinningista może spotkać się z całą gamą pobić- z dna, z dziennej ostoi sum wyskakuje do przynęty, chwyta ją pewnie, ale niezbyt gwałtownie. Można odnieść wrażenie, że to zwyczajny zaczep. Sum po zakłuciu - a paszczę ma bardzo unerwioną - przeżywa bolesny szok, ma moment osłupienia. Daje się ciągnąć kilka metrów niczym wielka kępa roślinności czy ogromny kalosz. Potęguje to odczucie, że ma się do czynienia z zawadą. Na krótko jednak - w chwilę potem następuje pierwszy odjazd.
Pobicia w pół wody znaczone są gwałtowniej - tępe uderzenie, chwila szoku i po kilku sekundach coś na kształt zdziwionego potrząsania łbem. I odjazd. Najbardziej raptowne są ataki pod powierzchnią. Sum jest specjalistą od błyskawicznego wypadu z głębin. Rozwija niesamowitą prędkość. Rozkojarzonemu wędkarzowi pobicie może wyrwać kij z dłoni. Lecz tuż po zakłuciu i tu następuje moment szoku.
To chwila, w której wędkarz powinien zyskać kilka metrów - natychmiast po udanym zacięciu trzeba szybko zwinąć jak najwięcej żyłki. I tak za chwilę ryba otrząśnie się z bólu i wysnuje z kołowrotka kilkadziesiąt metrów. Potem zatrzyma się, umęczona przez dobrze wyregulowany hamulec. Przymuruje do dna. Należy ją odeń oderwać. Nie pozwolić jej odpocząć. Chwile murowania to także szansa na zmianę stanowiska - jeżeli są możliwości chodzenia po brzegu, należy ustawiać się tak, by być stale poniżej suma względem nurtu rzeki. Akcja rodzi kontrakcję - tak trzymany sum będzie uciekał w górę rzeki, pod prąd, co znacznie ułatwia walkę oraz bardzo forsuje rybę. Zaniechanie tego - oczywiście jeśli są po temu możliwości - mści się często: duży sum uciekający z prądem potrafi wysnuć cały zapas żyłki, bardzo często przeciera ją o podwodne przeszkody lub oplątuje wokół nich. Jeżeli nie ma możliwości przesuwania się po brzegu, wówczas docenia się długi kij. Można przez przełożenie szczytówki w dół rzeki zmusić suma do ucieczki w poprzek nurtu. Po długim odjeździe żyłka ściągana prądem będzie tworzyć łuk i sum ruszy w górę rzeki.
Odrywanie suma od dna, to dość trudna operacja. Wymaga siły i spokoju. Unosi się wędzisko do góry do maksymalnego ugięcia i pierwszego "terkotnięcia" hamulca. A potem spokojnie czeka, aż sum nie wytrzyma statycznego naporu. Szczególnie silne i uparte osobniki należy potraktować "modulacją" - zwiększa się i zmniejsza na przemian ugięcie kija. Nie ma ryby, która wytrzymałaby taką pulsację. Po pierwszym murowaniu sum ma na chwilę dość. Poddaje się. Najczęściej daje się podprowadzić w pobliże brzegu. Ale kapitulacja jest pozorna - bodaj najgroźniejszy bywa właśnie drugi odjazd. Jeśli uda się zmusić suma do ucieczki pod prąd, jest nasz. Jeżeli wysnuje sto metrów żyłki w dół rzeki, a my nie mamy możliwości zejścia niżej, choćby i po pas w wodzie, to szanse na lądowanie są mizerne. Właściwie to nie da się pokonać i ryby, i naporu wody. Taki sum po oderwaniu go od dna już do końca spływać będzie z prądem. Jedyną nadzieją jest zimna krew i zyskiwanie metra, dwóch. Może to trwać całe wieki. Czasami nie wystarczy sił. Warto wówczas oddać na kilka minut wędzisko koledze lub najmniej mówiącemu kibicowi. Niech nie walczy, niech tylko potrzyma...
Moment, gdy sum kapituluje ostatecznie, jest łatwo wyczuwalny. Kończą się odjazdy, zaczyna się jednostajne szarpanie głową. Nie oznacza to jednak końca zmagań. Suma, który zrezygnował z walki, należy ściągać bardzo powoli, jednostajnie. Nie można mu pozwolić na sekundę odpoczynku, ale nie ma sensu go drażnić gwałtownym szarpaniem, forsownym ściąganiem. Sum w panice może jeszcze zebrać ostatek sił i zerwać się do długiej ucieczki w dół rzeki, wyłącznie w dół. A wówczas całą pracę zaczynać będzie trzeba od nowa. Tymczasem żyłka, hak, wszystkie węzły są już zdrowo sponiewierane. Zaś siły wędkarza nadwyrężone bardzo. Znam kilku ludzi, którzy mogą uraczyć publiczność opowieściami równie tragicznymi, jak w Hemingwayowskiej historii o starym człowieku i morzu - zdarzało się nie raz, nie sto razy, że po dwugodzinnym holu przewalający się na boki sum ruszał do ostatniej ucieczki i wysnuwał kilkadziesiąt metrów z kołowrotka. A wówczas wykończony wędkarz przecinał nożem żyłkę, bowiem nie miał już sił na kontynuację walki. Bo sum, to sum. I to zdanie niech będzie podsumowaniem naszej sumowej opowieści.
Autor : Jacek Jóźwiak
_________________ CO BY BYŁO GDYBY RYBY POTRAFIŁY GADAĆ?
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach